Dla premiera naszego rządu Donalda Tuska przygotowującego reformę emerytalną, 105 lat życia to zapewne zdecydowanie za dużo ale zarówno dla naszej wyjątkowej jubilatki Stanisławy Koper mieszkanki miejscowości Paary (dawniej Kocudza), jej najbliższej rodziny oraz mieszkańców i władz naszej gminy to wciąż za mało.P1090623

To wciąż za mało, ponieważ nasza jubilatka pozostaje w dobrej kondycji zarówno fizycznej jak i psychicznej. Mimo sędziwego wieku wciąż potrafi cieszyć się życiem dzięki wyjątkowej życzliwości i troski ze strony Lucyny Jarosz, która opiekując się naszą jubilatka potrafiła zapewnić jej rodzinną atmosferę przepełnioną radością i miłością.

Stanisława Koper urodziła się 10 kwietnia 1907 roku w Paarach. Jest najstarszą z rodzeństwa: miała brata Jana i siostrę Katarzynę. W wieku dziecięcym została osierocona przez ojca. W czasie II wojny światowej mieszkała w rodzimej wsi i jak większość jej mieszkańców doświadczyła tragedii aresztowań przez okupanta. Wielokrotnie z rodziną i całym dobytkiem (bydło, konie) uciekała do lasu po to by uniknąć aresztowania. Jej młodszy brat z którym zamieszkiwała został aresztowany i osadzony w obozie karnym w Zamościu.

W trosce o jego zdrowie z narażeniem życia sama powożąc końmi i pokonując długą trasę, dostarczała mu żywność do obozu. W drodze z Zamościa wielokrotnie zatrzymywała się na nocleg w Łabuniach w tzw. Ochronce (obecnie dom dziecka) ponieważ konie nie wytrzymywały trudów podróży. Dłuższa jazda kamienną szosą końmi, które nie były podkute powodowała, że konie „podbijały się" tzn. zaczynały kuleć.

Niestety kawaler mieszkający w sąsiedztwie, z którym była zaręczona postanowił ożenić się z bogatszą panną dlatego nigdy nie założyła własnej rodziny. Mieszkała wspólnie z bratem i bratową pracując z gospodarstwie rolnym.

P1090627

W rocznicę 105 urodzin naszą dostojną jubilatkę w Jej domu rodzinnym odwiedziłem w towarzystwie proboszcza miejscowej parafii ks. Marka Barszczewskiego oraz lekarza rodzinnego Mirosławy Kapuścińskiej (Malickiej) i pielęgniarki Grażyny Kozyry.

Były życzenia 200 lat życia, kwiaty oraz prezenty. Były również pamiątkowe zdjęcia oraz skromne ale niezwykle miłe przyjęcie w towarzystwie jubilatki, która zjadła porcję tortu przygotowanego przez rodzinę oraz wypiła lampkę szampana. Wiele wskazywało na to, że szampan jej nie smakował ale wypiła dotrzymując nam towarzystwa.

Przy wspólnym stole ze łzą w oku wspominała czasy swej młodości jak śpiewała pasąc krowy, tańczyła na wiejskich zabawach i mimo ogromnej biedy potrafiła cieszyć się życiem. Ten wyjątkowy jubileusz zakończył się Mszą Świętą którą w intencji dostojnej jubilatki, ks. Marek Barszczewski odprawił w miejscowej kaplicy.